Na szczycie. Właściwy rytm - fragment przedpremierowy #3

W podziękowaniu za tak ogromny odzew na przedsprzedaż w Empiku za którą dziękuję z całego serca, mam dla Was kolejny przedpremierowy fragment właściwego rytmu. Rebekę i Sedricka czekają w tej części kolejne niełatwe zadania i nowe okoliczności. Mam nadzieję, że spodoba Wam się przemiana jaka w nich zaszła. 

Zapraszam na fragment! :)



Od dawna tak się nie cieszyłam. W końcu wracaliśmy do Los Angeles. Byłam ogromnie wdzięczna ojcu i Alice za to, co dla mnie zrobili, ale nadeszła pora, by wrócić do domu. Do mojego prawdziwego domu.
Sedrick właśnie rozliczał się z taksówkarzem, a ja spojrzałam ze skarpy w dół, na dom. Dom, z którego miałam najlepsze, ale i najgorsze, wspomnienia. Mimo wszystko chciałam się tu znaleźć. Zamieszkać z Sedem i naszymi dziećmi w domu, który podarował mi z miłości. Kiedy Sed kupował go dla mnie, kochał mnie. Tego była pewna. I to chyba sporo mi ułatwiało. Miałam dziwne poczucie, że znowu wpycham się w życie Seda z buciorami, ale on miał wobec nas pewne obowiązki. A razem, w jednym domu, miało być nam łatwiej wypełniać je nam obojgu.
Podniosłam z parkingu fotelik z Chloe i ruszyłam w dół.
– Reb, nie dźwigaj fotelika! Nie po schodach! – usłyszałam groźny ton Seda. Obejrzałam się, a on mierzył mnie wzrokiem w ten specyficzny, pouczający sposób.
– Daj spokój. Lekarz powiedział, że mogę nosić dzieci w foteliku! – burknęłam na niego. Nienawidziłam, jak mnie pouczał i kontrolował. Zaglądał mi w talerz, liczył, ile kanapek na śniadanie zjadłam, a na obiad dokładał mi jedzenia, myśląc, że nie widzę. Na początku mnie to nawet bawiło, ale teraz było to po prostu… wkurwiające.
– Lekarz powiedział też, że masz się oszczędzać, bo wyniki nadal nie są takie, jak powinny być! – Podszedł do mnie i wziął ode mnie fotelik ze śpiącą Chloe. Spojrzałam na niego krzywo, ale nie chciałam dyskutować. Sed zawsze był najmądrzejszy.
Ruszyłam schodami w dół i gdy byłam prawie na dole, noga omsknęła mi się na jednym ze schodków, a ja wylądowałam na tyłku.
– Mówiłem! – krzyknął za mną zadowolony Sed. Śmiał się ze mnie. Idiota!
– Tak ten remont zrobiłeś, że schody się pode mną zwalają! – odpowiedziałam, podniosłam się i skrzyżowałam dłonie na piersi, czekając, aż zejdzie.
– Schodów nie remontowałem, ale faktycznie przydałoby się je wzmocnić – odpowiedział z ironicznym uśmiechem.
– Jeśli sugerujesz, że jestem gruba, to zaraz polecisz z tych schodów do oceanu! – burknęłam. Nadal byłam zbyt wyczulona na te sprawy.
Sed skrzywił się, patrząc na mnie z niedowierzaniem.
– Niczego takiego nie powiedziałem! – bronił się słabo.
– Ale tak myślisz. Wiem, jak wyglądam, i nie musisz mi dokładać! – warknęłam i szybko zbiegłam na sam dół, prosto na szerokie schody domu. Może naprawdę byłam przewrażliwiona, ale nic na to nie mogłam poradzić. Ten pieprzony brzuch wcale się nie zmniejszał, a pokarmu miałam coraz więcej. Cycki mnie bolały i miałam wrażenie, że wybuchną, gdy tylko chwilę spóźnię się z karmieniem albo odciąganiem mleka. To jakaś masakra. Macierzyństwo nigdy nie kojarzyło mi się z czymś takim. Odkąd zapragnęłam mieć dziecko, nie sądziłam, że to będzie wyglądało w taki sposób. Nie pamiętałam już bóli porodowych, bo to szybko się zapomina, ale dyskomfort, jaki odczuwam przez brzuch i piersi, był chyba o wiele gorszy.
Zatrzymałam się przed drzwiami, bo nie miałam kluczy. Dostanę w ogóle klucze do domu? –zastanawiałam się. Sed dołączył do mnie po chwili z fotelikami w obu rękach. Charlie właśnie się obudził, a mnie już buzowały cycki, co oznaczało porę karmienia.
– Rebeko, ja nie chciałem cię urazić, przecież…
– Oj, daruj sobie, Sed. Otworzysz w końcu? – Spojrzałam na niego, by już nic nie mówił. Westchnął głośno i popchnął drzwi, które o dziwo były otwarte. Gdy ruszyłam i przekroczyłam próg, żołądek mi się zacisnął. Nie byłam tu przecież tyle czasu i tak naprawdę to całe mieszkanie razem to jedna wielka niewiadoma.
– Witajcie w domu. – Poczułam na karku oddech Seda. Obejrzałam się na niego i zadarłam głowę, by spojrzeć mu w oczy.
– Dziękuję – odpowiedziałam szczerze i przeszłam korytarzem prosto do kuchni. Tutaj niewiele się zmieniło. W salonie zobaczyłam za to dwa łóżeczka dla dzieci i nowe dywany. Puszyste i miękkie, byśmy mogli leżeć na nich z maluchami. Uśmiechnęłam się i znowu spojrzałam na Seda.
– Idź na górę do sypialni – odpowiedział, odwzajemniając uśmiech.
– Która jest moja? – zapytałam.
– Nasza małżeńska, ja wziąłem tę dla gości.
Spojrzeliśmy na siebie w wymowny sposób. Sypialnia małżeńska. Nigdy nie zapomnę naszej poślubnej nocy czy każdej innej namiętnej nocy w niej spędzonej. Sed wygiął usta w ironicznym uśmieszku, jakby dokładnie wiedział, o czym pomyślałam.
– Idę nakarmić Charliego. – „Zanim wybuchną mi cycki” – dodałam w myślach.
– Najpierw zajrzyj do sypialni – dodał tajemniczo. Uniosłam brew i przekręciłam lekko głowę. – No idź! – Roześmiał się z mojej miny, a ja popędziłam na górę ciekawa tego, co tam na mnie czekało.
Otworzyłam drzwi, a z pokoju wysypało się chyba z milion kolorowych balonów. Ucieszyłam się jak dziecko. Weszłam do środka i zobaczyłam, że całe pomieszczenie, prawie pod sufit, wypełnione było balonami z napisem „Witaj w domu, Rebeko”. Taki ogromny gest, bym poczuła się tutaj dobrze od pierwszej chwili. Nawet nie widziałam mebli ani tego, co się zmieniło po remoncie.
Zbiegłam na dół, by podziękować Sedowi. Gdy tylko mnie zobaczył, uśmiechnął się szeroko. Obawiał się mojej reakcji? Niepotrzebnie. Takie gesty trzeba doceniać zawsze i byłam mu ogromnie wdzięczna, że tak się starał.
– Kto to posprząta? – zapytałam ironicznie, a Sed się roześmiał.
– Są z helem. Wystarczy otworzyć taras i będziesz miała posprzątane – odpowiedział i podszedł do mnie.
– Dziękuję ci, Sed. – Cmoknęłam go w policzek. – Za wszystko, co dla nas robisz – dodałam, a on palcem wskazał na drugi policzek. – No co? – zapytałam, udając, że nie rozumiem. Próbowałam ukryć emocje, ale pocałowałam go z radością.
– Mamy dwoje dzieci. Należą się dwa buziaki – odpowiedział i ponownie wskazał na swój policzek, w którym, jak zwykle, gdy się uśmiechał, powstał cudowny dołeczek. Lubiłam taką bliskość między nami. Ostatnio nieco mniej się go krępowałam i bywały momenty, gdy czułam się lepiej w jego towarzystwie niż w samotności. Gdy razem opiekowaliśmy się dziećmi, kąpaliśmy je, przebieraliśmy czy usypialiśmy, zachowywaliśmy się jak rodzina. Prawdziwa rodzina, bez tego całego bagażu. – No więc? – dopytał niecierpliwie, dopraszając się kolejnego całusa. To urocze, że czasami zapominał się, jakby mu na mnie zależało. Zależało w taki sposób jak kiedyś, ale to zapewne niemożliwe. Jako matka jego dzieci byłam dla niego ważna, ale nie tak, jak bym chciała być. Chciałam i się bałam. To trudne do pojęcia i jeszcze trudniejsze, by to wszystko jakoś wyjaśnić. W końcu miało dojść do takich rozmów, ale na razie starałam się je odwlekać najbardziej, jak mogłam . Nie chciałam znowu przeżywać tego, co się wtedy działo. To bolesne. Bardzo bolesne, a ja nie powinnam była się denerwować.
– Ostatni! – Pokazałam ostrzegawczo i cmoknęłam go po raz kolejny.

– Dobrze, a teraz nakarm naszego głodnego, wrzeszczącego syna. – Postawił na kuchennym blacie wyspy fotelik z Charliem i spojrzał na niego. – Drzesz się, jakby cię ze skóry obdzierali, młody! – powiedział, a Charlie zrobił taką śmieszną minę, a po chwili rozpłakał się jeszcze bardziej. Zaśmiałam się i wzięłam go na ręce. Swoją małą rączką zaczął szukać piersi jak szalony. Usiadłam na tarasie i nakarmiłam go, patrząc na ocean. Och, tu nam będzie dobrze – myślałam. Spokój, cisza i ten widok. Lekko przysypiając, spojrzałam jedynie w stronę salonu, gdzie Sed właśnie wyjął Chloe i zmieniał jej pieluszkę. Uwielbiałam patrzeć, jak zwinnie mu to wychodzi. Te silne, męskie ramiona były takie delikatne w opiece nad naszymi maluchami. Nawet ja nie mam tyle pewności przy dzieciach jak on. Bałam się czasami, że coś im zrobię albo uszkodzę, a Sed miał wprawę, jakby był stworzony do bycia ojcem. Ja wszystkiego musiałam się nauczyć, a on, mimo że nie miał czasu oswoić się z myślą o tacierzyństwie, radził sobie świetnie.


Swój egzemplarz możecie przedpremierowo zamówić TUTAJ

Komentarze

  1. Zamówiłam właśnie na Empiku. Dzięki Kasiu!! Już nie mogę się doczekać :):)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z każdym fragmentem, z którym dniem coraz bardziej zbliża się premiera Właściwego rytmu. Już uwielbiam tę część (pozostałe też uwielbiam), a co to będzie jak przeczytam całość.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pani Haner, kiedy kolejna 5 część??? Aż mnie skręca, co dalej? Już doczekać się nie mogę!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz