Piekielna miłość - fragment przedpremierowy #3


Obiecałam Wam przedpremierowy fragment z okazji siedmiu tysięcy lajków na fan page i o to i on :) Zapraszam!

Piekielna miłość



Nicole
Kręci mi się w głowie. Nie wiem gdzie jestem, a gdy tylko otwieram oczy, zaczynam wymiotować. Świat wiruje, ale nie panuję nad swoim ciałem. Drżę i jęczę, bo mam wrażenie, że wszystko mnie boli. Głowa mnie boli. Oczy mnie bolą. Usta. Skóra. Włosy. Paznokcie.
-Ja pierdolę… - burczę, a następnie czuję nagle czyjąś obecność.
-Spokojnie, Nicole – to głos Diego. Rozpoznaję go, a dopiero po chwili orientuję się, że jestem w samochodzie. Daję mu sobie pomóc, bo jestem tak zdezorientowana, że nie wiem, co się dzieje. Wysiadamy, a on podtrzymuje mnie i czeka, aż skończę rzygać. Czuję żwir pod gołymi stopami. Mija kolejna chwila zanim uświadamiam sobie, że okryta jestem jedynie zakrwawionym prześcieradłem. Mam w głowie totalną pustkę. Pamiętam jedynie to, jak Diego zapinał mi pas w aucie, a potem miał zabrać mnie do Aleksa. Nie wiem co było później… i chyba nie chcę wiedzieć.
-Gdzie jesteśmy? – pytam cicho. Praktycznie nie mam siły stać na własnych nogach. Wraca mi powoli świadomość ciała i właśnie czuję, że stało się coś naprawdę okropnego. Boli mnie całe krocze i już chyba wiem skąd ta krew na prześcieradle, które właśnie zaciskam kurczowo na piersi. Spoglądam na Diego ze strachem w oczach. On mi to zrobił? Boże. Chcę się od niego odsunąć, ale potykam się o coś i prawie upadam. Diego łapie mnie, ale ja czuję, że to właśnie on mnie skrzywił.
-Nie dotykaj mnie! – piszczę, gdy ratuje mnie od upadku.
-Nicole, ja chcę ci tylko pomóc – mówi spokojnie, a ja tak cholernie chciałabym mu uwierzyć.
-Co się stało? Gdzie ja jestem? – staram się uspokoić. Chyba nie mam wyjścia i w tym momencie jestem zdana tylko na niego.
-Jesteśmy w Nowym Jorku – odpowiada i pomaga mi wsiąść do auta. Następnie nadstawia mi pod usta butelkę z wodą i poi mnie małymi łyczkami. W Nowym Jorku? Ile czasu podróżuje się z Meksyku do Nowego Jorku? Zanim zacznę się zastanawiać nad tym wszystkim muszę się porządnie napić. Jestem słaba, a pragnienie mam tak wielkie, jakbym nie miała w ustach wody od wieków. Mija dłuższa chwila zanim powoli się uspokajam. Spoglądam na Diego, a on kuca przy mnie. Milczymy, a ja staram się pojąc, co się dzieje.
-Jak…? – pytam, ale tak naprawdę nie wiem od czego zacząć.
-Zabrałem cię stamtąd – odpowiada Diego – Aleks chciał zrobić ci krzywdę, ale nie mogłem na to pozwolić – dodaje. W jego głosie słyszę złość, ale nie jest ona wymierzona we mnie. Trudno mi uwierzyć w moje szczęście, ale chyba naprawdę jestem bezpieczna.
-Ta krew na prześcieradle, to… - głos mi drży – Moja krew? – dopytuję, ale doskonale wiem, że tak.
-Niestety tak. - Diego znowu patrzy na mnie ze współczuciem – Ale też Aleksa… - chwyta mnie za dłoń – Już nikt nigdy nie zrobi ci krzywdy. Obiecuję – dodaje z taką powagą, że nagle robi mi się ciepło na sercu.
-Dziękuję – odpowiadam i zsuwam się z siedzenia, by go przytulić. Diego najpierw zastyga, ale po chwili obejmuje mnie lekko. To pierwszy raz od tak długiego czasu kiedy czuję się bezpieczna. Nie mam pojęcia kim on jest i dlaczego to robi, ale staram się wierzyć w to, co mówi. To moja jedyna nadzieja.
Tkwimy w uścisku dłuższą chwilę, aż nagle zaczyna dzwonić jego komórka. Wracam do auta, a Diego wstaje i odchodzi kawałek, by porozmawiać. Rozglądam się, ale nie poznaje miejsca w którym jesteśmy. To chyba dopiero obrzeża Nowego Jorku, bo wokół nas praktycznie nic nie ma. Pustkowie, a gdzieś w oddali migają światła tego wielkiego miasta. Znowu dopada mnie zmęczenie, a oczy same się zamykają. Walczę z tym, ale nie mam szans. Zasypiam spokojnie, bo nie chcę na razie myśleć o tym, co zrobił mi Aleks. Moje ciało jednak czuje to wszystko i pamięta. Dobrze, że umysł nie chce tego pamiętać.
Budzę się cała mokra i zaniepokojona. Drżą mi ręce, a serce wali jak szalone. Leżę w łóżku w jakimś pokoju, a obok pali się jedynie lampka nocna. Wiem, że moje samopoczucie, to sprawka leków od których jestem uzależniona. Muszę je wziąć. Natychmiast. Wstaję, ale nogi się pode mną uginają. Gdzie jest Diego? Rozglądam się, a uczucie paniki rośnie. Pieprzone dragi! Upadam na podłogę, ale nie czuję  nic poza uczuciem, że zaraz zwariuję jeśli nie wezmę kolejnej dawki. Dostrzegam pod oknem stoliczek nakryty obrusem i jakimś cudem udaje mi się tam podpełznąć. Ściągam obrus, a szklanka i karafka z wodą spadają na podłogę i rozbijają się w drobny mak. Jak w hipnozie szukam między szkłem białych tabletek, bo myślę, że właśnie tu je znajdę. Kaleczę sobie dłonie, ale nie czuję bólu. Krew rozmywa się z wodą, a ja przebieram kolejne kawałki szkła.
-Kurwa mać… - klnę, bo nie widzę białych malutkich tabletek. Potrzebuję ich. Już. Teraz. Rozglądam się, ale świat zaczyna mi wirować. Chcę wstać, ale gdy kucam tracę równowagę i wpadam w to szkło, a spory kawałek wbija mi się w dłoń – Ała… - jęczę, bo dopiero poczułam ból.
-Nicole! Co ty wyprawiasz? – słyszę nagle głos Diego. Podbiega do mnie i bierze mnie na ręce. Czuję jego ciepłe ciało tuż przy moim.  Dopiero gdy sadza mnie na łóżku, dostrzegam, że ma na sobie jedynie ręcznik owinięty wokół bioder. Kuca obok mnie, jest mokry od wody, a w jego włosach nadal jest piana od szamponu. Zaczynam się histerycznie śmiać, ale nie wiem czemu? To silniejsze ode mnie – Nicole! – Diego potrząsa mną, bo widzi, że praktycznie nie kontaktuje. Myślę i czuję, ale nie umiem tego wyrazić. Śmieję się i patrzę na swoje pokaleczone dłonie. – Będziesz mi robiła takie numery, to się pogniewamy! – mówi poważnie, ale ja nadal chichoczę.
-Leki. Daj mi leki – mówię jedynie.
-Nie, koniec z dragami – odpowiada i chce opatrzeć moją rękę.
-Daj mi leki – powtarzam i wyrywam mu dłoń.
-Nicole, przestań! – warczy na mnie – Jesteś uzależniona, ale poradzisz sobie z tym. Pierwsze dni będą najgorsze, ale potem będzie lepiej – dodaje, ale ja nie mam zamiaru go słuchać. Odpycham go tak mocno, że upada tyłek, a sama wstaję i… nie wiem co zrobić dalej. Diego patrzy na mnie z wyczekiwaniem, bo doskonale zdaje sobie sprawę, że i tak nie mam z nim szans.
-Gdzie są leki?! – krzyczę na niego. Podchodzę do komody pod lustrem i otwieram każdą szufladę po kolei. Jest w nich jedynie trochę bielizny i jakieś dokumenty. Wyrzucam wszystko na podłogę i jak obłąkana szukam dłonią fiolki z lekami. Jedna szuflada. Druga. Trzecia – Diego, kurwa, gdzie są moje leki?! – wrzeszczę na niego. Zaraz zwariuję jeśli ich nie wezmę – Gdzie je schowałeś?! Gdzie!? – podchodzę do niego i chcę go uderzyć. On chwyta moje dłonie i patrzy na mnie z żałością – Daj mi jedną, ostatnią. Proszę! – szamoczę się, ale on trzyma mnie mocno – Ostatnią, kurwa! Ostatni raz! Błagam! – nagle czuję łzy pod powiekami. Krzyczę dalej, ale on jest niewzruszony. Wysłuchuje obelg, moich wrzasków, nie reaguje jednak na mój atak szału. Po jakimś czasie jestem wykończona. Mój organizm buntuje się przed brakiem narkotyku, a ja opadam bez sił w ramionach Diego.
-Musisz to przetrwać – mówi i siada na łóżku, ze mną na kolanach – Musisz być silna, Nicole. Dasz sobie radę. Pomogę ci – gładzi mój policzek w bardzo czuły sposób. Naprawdę trudno mi uwierzyć w to, że ktoś taki stanął na mojej drodze i wyrwał mnie z mojego piekła. Cokolwiek będzie dalej, to muszę wierzyć, że będzie lepiej.
Wcale nie jest lepiej. Kolejne godziny, to dla mnie męka. Kręcę się i nie mogę zasnąć. Diego pilnuje mnie na każdym kroku, a ja odchodzę od zmysłów. Wszystko zaczyna mnie boleć. Kurwa! Udaje mi się zasnąć, ale zaraz budzą mnie koszmary. I tak całą noc. W końcu nad razem zasypiam, bo jestem totalnie wykończona. Dręczą mnie kolejne złe sny, ale chyba po prostu nie mam siły, by się obudzić, więc tkwię w tym koszmarze. Koszmarze sennym, a potem przychodzi jawa… i dalej wcale nie jest lepiej.



Komentarze

  1. .... Ja poproszę jeszcze :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. O Boże! Nie wiem, jak ja wytrzymam do maja. Ta książka zapowiada się jeszcze lepiej niż poprzednia 😀

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam z niecierpliwością do maja ❤️😍

    OdpowiedzUsuń
  4. Do maja jeszcze dwa bardzo długie miesiące nie wiem jak dam rade po przeczytaniu tego fragmentu

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz